Cykl: Lewicowy punkt widzenia – Kara Śmierci

 

Przełom roku to czas, w którym każdy z nas spoglądając wstecz dokonuje podsumowań przeszłości by z wejściem w nowy rok wypracować noworoczne postanowienia, stanowiące wizję i plan na najbliższą przyszłość. Stojąc okrakiem pomiędzy 2013 a 2014 rokiem również redakcja Lewicowego Obserwatora postanowiła przyjrzeć się uważniej przeszłości, szczególnie tej społeczno-politycznej by sprecyzować plany na przyszłość, nie tylko tą najbliższą. W związku ze zbliżającymi się czterema kampaniami wyborczymi, chcemy przedstawić Wam nasz pogląd na otaczający nas Świat i zaprezentować nasze postrzeganie przyszłości, tak by, któryś z Was drodzy lewicowcy, jak już otrzyma ten upragniony mandat do rządzenia krajem, pochylił się nad naszą wizją, będącą przecież wizją reprezentowaną przez część elektoratu i być może, co sobie szczerze nawzajem w naszym gronie życzymy, postanowi wdrożyć część z propozycji w życie.

Krzesło elektryczne - jedna z metod wykonywania kary śmierci na świecie.

Patrząc wstecz na nasz kraj, widzimy skalę błędów popełnionych przez rządzących na przestrzeni ostatnich 25 lat. Dzięki temu, że reprezentujemy różne środowiska, przedziały wiekowe, lecz także otwarte umysły jesteśmy w stanie wypracować konstruktywne rozwiązania.

W dalszej części artykułu a także kolejnych z naszego cyklu prezentować będziemy nasz pogląd na sprawy wrażliwe, jak i kontrowersyjne oraz nasze propozycję przyszłych rozwiązań.

Kara Śmierci

W ciągu ostatnich lat wielu polityków zarówno z prawicy, centrum jak i lewicy prowadziło żywe dyskusje na temat kary śmierci, im do większych dochodziło w naszym kraju zbrodni, tym żywsza była dyskusja nad sensem przywrócenia najwyższego wymiaru kary. Argumenty przytaczane przez jej zwolenników jak i przeciwników tworzyły skuteczny temat zastępczy, zagłuszający poważniejsze problemy społeczne w naszym kraju.

Zniesienie kary śmierci, potrzebne społeczeństwu czy politykom?

Prawda jest taka, że z chwilą przystąpienia Polski, 26 listopada 1991 do Rady Europy, byliśmy zmuszeni do ratyfikowania Europejskiej Konwencji Praw Człowieka włącznie z nieszczęsnym, uchwalonym w 1983r. protokołem 6, zakazującym stosowania wśród członków Rady, kary śmierci. W rodzącej się III RP, aspirującej i pchającej się, wręcz za wszelką cenę (by uwolnić się od wpływów rozpadającego się ZSRR) do Europy Zachodniej, takie postępowanie wydawało się słuszne. Tworzyło również władzy swojego rodzaju wentyl bezpieczeństwa, kompromitowanej coraz większymi podziałami obozu solidarności, przed powrotem do władzy polityków mających korzenie w PZPR, ze strony których obawiano się całkiem niesłusznie, chęci powrotu do poprzedniego systemu i krwawego odwetu na Solidarności.

Gdy okazało się, że post PZPR’owska lewica nie tylko nie ma zamiaru mścić się na swoich oponentach, lecz tym bardziej wracać do autorytarnego modelu państwa, głosy nad powrotem do tego rozwiązania stawały się coraz głośniejsze, szczególnie wśród katolickiej prawicy (chrześcijańskie przykazanie „nie zabijaj” zaczęło być zastępowane przez mentalność Hammurabiego „oko za oko”).

Debata nad rozlanym mlekiem.

Niestety mleko się rozlało, podpisanych porozumień międzynarodowych, żaden rząd nie kwapił się choćby renegocjować a co dopiero wypowiedzieć. Zapomniano jedynie, że w owczym pędzie likwidując potencjalne narzędzie odwetu zapomniano o tych wszystkich błędach, jakie wówczas popełniono. Wraz ze zbliżającym się zakończeniem kar takich osobistości jak Mariusz Trynkiewicz czy Leszek Pękalski władza postanowiła za wszelką cenę zamieść je pod dywan, uchwalając niekonstytucyjne (zdaniem sporej liczby karnistów i podzielanej, jak się wydaje przez Prezydenta) przepisy o przymusowej izolacji, a odpowiedzialność za nie spychając, poprzez podkreślanie 1989 roku jako tego, gdzie największy z nich popełniono, na władze PRL. Prawda jest z goła inna, choć ma kilka wspólnych mianowników. Jednym z nich jest to, że błąd popełniono, drugim, że popełniono go w 1989 roku, trzecim że było to w momencie, gdy oficjalna nazwa Państwa Polskiego brzmiała „Polska Rzeczpospolita Ludowa”. Na tym koniec wspólnych mianowników i czas na powtórkę z historii dla niektórych, dla innych na porządną lekcję.

Kto na prawdę stoi za zniesieniem kary śmierci w Polsce?

Polska Rzeczpospolita Ludowa, według źródeł historycznych to oficjalna nazwa Państwa Polskiego w latach 1952 – 1989 (tym, którzy nazwę te utożsamiają z okresem 1946 – 1989 pragnę sprostować, że do 22 lipca 1952 roku, kiedy to sejm uchwalił Konstytucję Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, oficjalna nazwa brzmiała Rzeczpospolita Polska). W trakcie jej trwania do 29 grudnia 1989 roku (formalnie 31 grudnia 1989r.), kiedy to ustawą o zmianie konstytucji wrócono do nazwy Rzeczpospolita Polska, przez większość czasu rządzili nią ludzie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej czyli znienawidzonej przez Solidarność PZPR. Jednakże pod koniec istnienia konkretniej po podpisaniu porozumień Okrągłego Stołu (5 kwietnia 1989r.) władzę powoli przejmowała Solidarność. Wybory do sejmu kontraktowego przeprowadzone 4 czerwca 1989r. gwarantowały co prawda 65% mandatów dla PZPR, jednakże miażdżąca przewaga (99% mandatów) w wolnych wyborach do Senatu faktycznie pozbawiła PZPR władzy. Historycznie więc od chwili objęcia kadencji przez posłów i senatorów sejmu kontraktowego (4 lipca 1989r.) władze faktycznie objęła Solidarność zrzeszona w Obywatelskim Klubie Parlamentarnym. Rządy Solidarności w tym okresie legitymizował w pełni wybór Tadeusza Mazowieckiego na premiera i powołanie go przez sejm 12 września 1989 roku na szefa rządu.

Dlaczego ten okres od 5 kwietnia do 31 grudnia 1989 roku był tak ważny z punktu widzenia zniesienia kary śmierci w Polsce i dalszych konsekwencji tegoż czynu, za które lada dzień mogą zapłacić ofiary któregoś ze zbrodniarzy wychodzących na wolność? Okres ten bowiem wiąże się z dwoma wydarzeniami, które odcisnęły na stałe piętno w polskim wymiarze sprawiedliwości. Pierwsze z nich skąd inąd słuszne, wprowadzone w pośpiechu jako gwarancja dla trwałości porozumień „Okrągłego Stołu”, dało szansę opozycji na późniejsze zagranie na nosie ówczesnej władzy. Kompromis w Magdalence zmusił bowiem władzę szybkiego do umorzenia postępowań sądowych i darowania wyroków wszystkim osobom, które pomiędzy 31 sierpnia 1980 a 23 maja 1989 zostały uznane za winne przestępstw politycznych, amnestia nie uwzględniała jednak tych opozycjonistów, którzy w toku postępowań prowadzonych we wspomnianym okresie, zostali uznanymi za winnych innych przestępstw pospolitych i skazanych na karę śmierci, długoletnie więzienie lub pozbawienie praw publicznych. Dlatego też posłowie OKP (czyli Solidarności i pozostałych ugrupowań opozycji PRL) amnestią 7 grudnia 1989 roku postanowili naprędce naprawić swój błąd. Będąc niepewnymi utrzymania władzy uchwalili amnestię zamieniającą kary śmierci na najwyższą dopuszczalną wówczas karę 25 lat pozbawienia wolności, pomijając fakt (wierząc chyba, że będzie to problem PZPR, jak siłą odzyska władzę), iż część z objętych amnestią nigdy nie powinna ujrzeć wolności. Faktem świadczącym na korzyść, jest to, że nowa władza uchwalała amnestię na fali buntów w więzieniach wywołanych selektywną amnestią, jednakże nie zwalnia to tych osób z odpowiedzialności za swoje czyny.

Choć dzisiejsza władza z uporem maniaka przypisuje ten wątpliwy sukces polskiej władzy ustawodawczej władzy komunistycznej, to niezaprzeczalnym faktem jest, że inicjatywa wspomnianej amnestii, pochodziła ze strony posłów Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. To spośród posłów tegoż klubu wyszła inicjatywa ustawodawcza i posłowie tegoż ugrupowania w większości głosowali za jej przyjęciem. Żal za tyłek ściska, że karty do głosowania wprowadzono dopiero parę lat później, stąd jednoznaczne, obiektywne określenie osób głosujących za przyjęciem amnestii nie jest w pełni możliwe. By tego dokonać musimy posługiwać się wycinkami prasowymi pochodzącymi ze środowisk prezentujących różne ówczesne opcje polityczne. Dlatego też, pomimo, iż jako lewicowy obserwator, kompletujemy tę że listę, na chwilę obecną powstrzymamy się z publikacją konkretnych nazwisk. Nie omieszkamy jednak wspomnieć o jednym fakcie prasowym ówczesnych czasów – Amnestia z grudnia 1989r. prezentowana była niemal we wszystkich tytułach prasowych związanych z prawą częścią sceny politycznej jako wielki sukces młodej demokracji.

Sukces OKP porażką Narodu

Media związane z OKP podkreślały przede wszystkim to, że amnestia grudniowa likwidowała niepokoje w zakładach karnych, dając szansę rządowi (Mazowieckiego przyp. Autora) na spokojne wprowadzanie reguł demokratycznych we wciąż niepewnych czasach. Przemilczano natomiast, że jednym z zapisów skrócono skazanym okresy pozbawienia praw publicznych, w tym czynnego prawa wyborczego, do maksymalnie lat 10.

Dlaczego to takie ważne? Ówczesna władza obwiała się, z resztą poniekąd słusznie (co pokazała historia części pozostałych krajów bloku wschodniego), że po okresie niepodległościowej euforii , społeczeństwo znów zwróci się ku komunistom jako gwarantowi stabilizacji. Skrócenie pozbawienia praw publicznych, spowoduje, że władza otrzyma niepopularny, lecz pamiętliwy (zarówno in plus jak in minus) elektorat. Wyborców, którzy nie zapomną władzy komunistycznej wyroków skazujących, a pamiętających OKP ich skrócenie i poprawę (niewielką) warunków odsiadki.

Próba naprawy błędów przeszłości

Posłowie ci w swoim owczym pędzie zapomnieli jednak by tych, najgroźniejszych, odizolować na stałe od społeczeństwa. Błąd ten naprawił dopiero sejm II kadencji zdominowany przez SLD, nowelizacją kodeksu karnego w 1997r. Rozszerzył on bowiem katalog kar o karę dożywotniego pozbawienia wolności. Decyzja zarówno tak słuszna, jak i spóźniona. Zgodnie bowiem z zasadą, że prawo nie działa wstecz, nie można było skazanych zbrodniarzy ponownie izolować na stałe. Nowych zaś, a warto przypomnieć, iż okres ten obfitował w wielu degeneratów, skupionych w zorganizowanych grupach przestępczych, trzeba było czymś postraszyć. Sukces był więc co najwyżej połowiczny. Objęci amnestią, liczyli dni, miesiące, lata do upragnionej wolności, planując kolejne emocje zadawane społeczeństwu, a pozostali zbrodniarze, skazani lub oskarżeni według poprzedniego kodeksu, wiedzieli, że kierując organizacją zza krat dożyją czasu, gdy będą się mogli cieszyć z zakamuflowanego przed wymiarem sprawiedliwości bogactwa.

Żeby tegoż wszystkiego było mało statystyki są nieubłagane. Ogólna liczba przestępstw (992 373) w 1997 roku (czyli przed dzień wprowadzenia dożywocia) prawie dwukrotnie przewyższała średnioroczną z okresu od wprowadzenia stanu wojennego do sejmu kontraktowego (około 500 000 – wliczając przestępstwa polityczne w okresie 1981 – 1989), co kształtowało się co najmniej nieciekawie. By uzupełnić obraz dokładniej dodajmy, że w latach 1999 – 2013 liczba przestępstw (stwierdzonych jak w poprzednich latach) nie spadła poniżej 1 060 000. Czy wprowadzenie dożywocia i wielokrotne zaostrzanie kar podziałało na społeczeństwo prewencyjnie? Otóż nie. Nadal niemal co dzień słyszymy o coraz to nowszych i śmielszych zbrodniach, o kolejnych morderstwach, gwałtach czy dzieciobójstwach. Jak więc przerwać ten zaklęty krąg?

Przeszłość naprawi przyszłość

Rozwiązaniem, jedynym z naszego punktu widzenia, jest powrót do jedynej z kar budzącej respekt wśród zawodowych przestępców. Do jej najwyższego wymiaru – Kary śmierci. Tylko ona gwarantuje, że osobnik niepozbawiony do końca cech społecznych (czyli takich, których brak i tak powinien eliminować go z życia społecznego) dwa razy się zastanowi zanim popełni czyn zabroniony. Bandyta, mierzący do przeciętnego człowieka z broni palnej lub planujący użycie broni białej, mając wizję kresu swego istnienia, będzie spoglądał na przyszłość z bardziej subiektywnej perspektywy.

Owszem, przeciwnicy tegoż rozwiązania zaraz odtrąbią nieświadomemu społeczeństwu, że podpisaliśmy międzynarodowe porozumienia , które nam tego zabraniają, że należymy do międzynarodowych organizacji, które tej kary nie dopuszczają. Nasze stanowisko jest jasne, porozumienia lub uczestnictwo w organizacjach opiera się o nic innego jak o umowy.

Mowa tu dokładniej o Umowach międzynarodowych czyli wg definicji zgodnych oświadczeniach woli (porozumieniach) co najmniej dwóch podmiotów prawa międzynarodowego (przede wszystkim: państw lub organizacji międzynarodowych, ale także np. Stolicy Apostolskiej) regulowanych przez prawo międzynarodowe i wywołujących skutki w sferze prawa międzynarodowego, niezależnie od tego, czy jest ujęte w jednym czy w większej liczbie dokumentów, i bez względu na ich nazwę. Umowy te zgodnie z dalszym uwzględnieniem stanu faktycznego mogą wygasnąć (w całości jak i w części) na skutek m.in. jednostronnego uznania umowy za wygasłą z powodu zaistnienia wyjątkowych okoliczności. Jak jednak inaczej nazwać ponad dwukrotny wzrost liczby przestępstw niż wyjątkowymi okolicznościami.

Proponujemy więc wypowiedzenie w części związanej ze zniesieniem kary śmierci (lub jeżeli jest to konieczne w całości) tych umów, które nakładają na nas ten obowiązek. Jednakże by nie cofać się w rozwoju Państwa i społeczeństwa do lat osiemdziesiątych, przy przywróceni kary śmierci optujemy za wprowadzeniem dziesięcioletniego odroczenia jej wykonania dla wszystkich na nią skazanych. Pozwoli to osobom, które na skutek pomyłki sądowej lub innych nieprawidłowości zostałyby na nią skazane, pozyskanie wystarczającego czasu by udowodnić (przy uwzględnieniu stanu dzisiejszej nauki) swoją niewinność.

Takie rozwiązanie, będzie zarówno sprawiedliwe i społecznie wskazane, dzięki zarówno aspektowi prewencyjnemu jak i humanitarne, pozwalające udowodnić niewinność a także eliminować powolne oczekiwanie na śmierć w izolacji wśród skazanych na dożywotnie więzienie.

Epilog

Niniejszy tekst, przedstawia opinię nie tylko autora, ale i środowiska z którego się on wywodzi i stanowi wstęp do dyskusji na temat Kary śmierci w Polsce. Jest to też pierwszy artykuł z cyklu „Lewicowy punkt widzenia”, który prezentować będzie nasze spojrzenie na tematy społecznie kontrowersyjne. W następnych częściach cykli zaprezentujemy Lewicowy punkt widzenia na sprawy eutanazji oraz aborcji. Jednocześnie zachęcamy do zgłaszania nam (za pomocą formularza w zakładce kontakt) kolejnych tematów do dyskusji. Najciekawsze opiszemy w kolejnych częściach cyklu.

Permalink do tego artykułu: http://www.lewicowy-obserwator.pl/cykl-lewicowy-punkt-widzenia-kara-smierci/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: