Dla chcącego nic trudnego – na lewicy możliwe jest jednak porozumienie.

 

Cudowne lata dziewięćdziesiąte, kiedy to lewica na tle ówczesnej sceny politycznej prezentowała się jako monolit. Trochę spękany drobnymi tarciami, jednak w czynie i słowie jednolity wydają się odległą przeszłością. Dziś nikt już nie pyta kiedy na lewicy dojdzie do jednomyślności i porozumienia tylko czy w ogóle taki stan możliwy jest do osiągnięcia. Na początku wakacji, gdy Miller z Palikotem ogłaszali w świetle kamer i fleszy współpracę w kwestii inicjatyw ustawodawczych wydawało się, że lewica jest już na ostatnim zakręcie.

Z dużej chmury mały deszcz

Rzeczywistość okazała się jednak mniej optymistyczna. W blisko czterdziestotysięcznej rzeszy działaczy, niektórym, szczególnie tym decyzyjnym z niższego i średniego szczebla, we znaki dał się polityczny instynkt samozachowawczy. Powiatów wszak w kraju niewiele, województw jeszcze mniej a podzielić się, z braćmi, w radach będzie trzeba. Co ciekawe u niektórych na szczycie ten sam mechanizm uświadomił, że w sejmie jest przecież tylko 460 stołków co dla wszystkich nie wystarczy. Taka mentalność mogła skutkować tylko w jeden sposób, już bez kamer, fleszy i całego blichtru, szumne zapowiedzi wspólnej walki o władzę robiły się o brzegi kosza (lub szuflady), w którym wylądowały.

Świat nie znosi próżni

Mimo, iż kreowana przyjaźń Millera z Palikotem wydawała się jeszcze bardziej oderwana od rzeczywistości niż stosunki tego pierwszego z Aleksandrem Kwaśniewskim czy drugiego z Donaldem Tuskiem, żal było patrzeć jak szansa na dobry wynik ląduje w kosmosie. Trzeba bowiem słusznie zauważyć, że mariaż tych dwóch ugrupowań momentalnie zwietrzyły ośrodki badania różnorakich opinii, fundując społeczeństwu za jego pieniądze (partie płacą przecież za badania z subwencji budżetowych) liczne sondaże, które wskazywały, że zjednoczona lewica parlamentarna (podobnie jak jednolita prawica) może zyskać od 4 do 17 % poparcia ponad połączone wyniki indywidualne, zgarniając prawie 1/3 głosów niezdecydowanych wyborców. To już byłby wynik powalający na współrządzenie.

Nadzieja Matką głupców i naiwnych. Choć jak każda Matka i ona kocha swoje dzieci.

Pomyślałem wówczas “Wielka strata. Znów czeka nas po wyborach POPiSowa wojna”. Racjonalnie myśląc innej alternatywy na horyzoncie nie mogłem dostrzec. Pozostało mi tylko czekać jak Partia Millera ulegnie atomizacji na skutek naturalnego rozkładu spowodowanego zniechęceniem członków do bezczynności i zawieszenia w próżni. Wspomagana naturalnym odpływem członków z co dłuższym stażem z warszawskiej ulicy Złotej na oddalone o niespełna 7 kilometrów Powązki. Katalizowana do tego totalnym otępieniem intelektualnym młodzieżówki. Patchworkowe ugrupowanie Palikota też niech nie oczekuje lepszego losu. Zielarze pójdą w końcu rwać konopie (zapasy w dzisiejszym sejmie się im szybko wyczerpią), Głos Grodzkich, Biedroni wraz z całym ich dworem zniknie wśród narodowo-radykalnych hasłach “Sierpem i młotem tą czy inną hołotę” popieranych z resztą większości przez konserwatywne obyczajowo polskie społeczeństwo (indoktrynowane stale przez kościół rzymsko-katolicki), które przez najbliższe dekady nie zaakceptuje takich wynalazków. Nieciekawa to wizja, oglądać jak lewicowe ideały toną w morzu partykularnych, osobistych interesów.

Wystarczy jedna iskra by spłonął las.

W takim pesymistycznym, depresyjnym nastroju zastała mnie pewna biała, z pozoru niewiele mówiąca koperta. W niej zaproszenie na obchody 12 rocznicy powstania Racji Polskiej Lewicy. Ugrupowania, które według Wikipedii zostało uśmiercone poprzez wchłonięcie przez wspominany wcześniej Twój Ruch. Krótki rzut oka w terminarz uświadomił mi, że niestety nie dostąpię zaszczytu uczestnictwa w tych uroczystościach, “wielka szkoda” – pomyślałem. Rok z hakiem pisania nie poszedł na marne, okazało się bowiem, że wśród uczestników tegoż wydarzenia znajdzie się delegacja Stowarzyszenia Patriotyczno-Lewicowego “Pomost”. Obiecali mi oni dość szczegółową relację z tegoż wydarzenia.

Historia nie lubi blasku

Dzisiaj mogę powiedzieć, że historia nie lubi mediów. 9 sierpnia 2014 roku na toruńskim Bulwarze Filadelfijskim odbyły się krajowe obchody 12 -tej rocznicy powstania Racji Polskiej Lewicy. Bez kamer, bez fleszy, gdyż żadna redakcja z kilkunastu zaproszonych nie oddelegowała nawet fotoreportera, kilkudziesięcioosobowa grupa gości obyła rejs statkiem po Wiśle. Podróż o tyle ciekawą co owocną. Przewodniczący Rady Krajowej pan Ryszard Dąbrowski zaprosił delegację nie tylko Stowarzyszenia Patriotyczno-Lewicowego ” Pomost”, lecz także Polskiej Partii Socjalistycznej, której przewodził Przewodniczący Rady Wojewódzkiej PPS Pan Jerzy Kołomyjec.

Całe spotkanie przebiegło w dość przyjaznej, można by powiedzieć rodzinnej atmosferze. Dobrze, bowiem rodzina, jako najmniejsza komórka społeczna, jest lewicy wartością najbliższą. Świadczy o tym chociażby ton życzeń urodzinowych wygłoszonych przez Prezesa Stowarzyszenia Patriotyczno-Lewicowego “Pomost”, które prezentujemy poniżej.

Porozumienie na lewicy jest możliwe i realne.

Tak rodzinna atmosfera sprzyja porozumieniom. Racja Polskiej Lewicy i PPS znalazło już wcześniej płaszczyznę do współpracy, a spotkanie to było potwierdzeniem porozumienia. Z pewnych źródeł wiem jednak, ze Stowarzyszenie Patriotyczno-Lewicowe “Pomost” także chce zacieśniać współpracę w budowie lepszej Polski. Czy będą to wspólne listy wyborcze do parlamentu, czy inicjatywy społeczne lub ustawodawcze? Czas pokaże! Jednakże dziś w przyszłość patrzę ze sporą dawką optymizmu.

Permalink do tego artykułu: http://www.lewicowy-obserwator.pl/dla-chcacego-nic-trudnego-na-lewicy-mozliwe-jest-jednak-porozumienie/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: