Długi marsz.

 

Kwietniowa, częściowa, wymiana elit w największej lewicowej partii wydaje się powoli procentować. SLD, w ostatnich sondażach regularnie przekracza wyborczy próg 5% a w ostatnim, przeprowadzonym na zlecenie SE jako piąta siła z ośmioprocentowym poparciem wchodzi do sejmu. Po roku medialnego niebytu to niewątpliwy sukces, którym niemniej nie należy się zachłysnąć. Przed nami długi marsz i wiele poświęceń.

Zeszłoroczna porażka wyborcza była dla działaczy lewicy prawdziwą hekatombą. Wielu z nich, nie widząc perspektyw gasiło już światło w politycznym trupie umizgując się młodych, tworzonych, ugrupowań, które na lotnych hasłach chciały zająć miejsce upadłego lidera. Dla Sojuszu, i idealistów, którzy postanowili pozostać by ratować ten tonący okręt taka zmiana okazała się, na przekór wszystkiemu, katharsis oczyszczającym ugrupowanie z części karierowiczów i wprowadzającym świeże spojrzenie, na diagnozę problemu z jakim od lat boryka się największa partia lewej sceny politycznej.

Romans części działaczy SLD z Platformą Obywatelską (zarówno tych, którzy z Sojuszu odeszli jak i innych, którzy pozostali) sprawił, że po kompromitacji (drugiej połowy) rządów Leszka Millera formacja ta sukcesywnie traciła wyborców, którzy w najlepszym przypadku nie szli do urn, w najgorszym wybierali polityczną konkurencję w postaci PiS czy PO.

Jednakże bez politycznego trzęsienia ziemi w postaci eksmisji sojuszu z życia politycznego zwrot w mentalności zarówno działaczy jak i lewicowego elektoratu nie byłby możliwy. Stare wygi nadal trzymałyby się stanowisk, a młodzi, zniechęceni brakiem wymiany elit, szukaliby swojej drogi w coraz to innych formacjach, które z braku silnego lidera oscylowałyby nadal w okolicy progu wyborczego.

Dziś spawa ma się zgoła inaczej. Kwietniowa, częściowa, wymiana elit stworzyła miejsce dla zdefiniowania polskiej lewicy na nowo. Pod starą, okrzepłą marka pojawiły się nowe twarze, którym pozwolono realizować własne wizje lewicowości. Lewicowości opartej nie w pierwszej mierze na laickości i antyklerykalizmie, lecz na trafnym definiowaniu potrzeb społecznych i ich sukcesywnej realizacji. Mamy w swoich szeregach działaczy lokalnych, związanych z ruchami miejskimi, osoby kreatywne, potrafiące działać w sposób nieszablonowy a przede wszystkim altruistyczny. Mamy też, wbrew temu co kreują media ludzi młodych dla których istotą jest samo działanie, bez oglądania się na słupki poparcia, czy koniunkturę. Efekt ich pracy powoli staje się coraz wyraźniej zauważalny.

Lewicy też sprzyja sytuacja polityczna. Najsilniejsze ugrupowanie socjalne, które przez ostatnie lata w największej mierze podbierało lewicy wyborców, choć realizuje program socjalny to jednak przez autorytarne zapędy wodza stacza się niechybnie w kierunku narodowego socjalizmu. Wyborcy to widzą, jednakże dla wielu korzyści socjalne, materialnie dostępne tu i teraz są ważniejsze od abstrakcyjnego pojęcia demokracji czy ładu konstytucyjnego. Znamy to z historii. To właśnie dzięki takiej narracji pewien austriacki malarz zdołał podpalić niemal cały świat. Dziś podobnego wzrostu polityk, miesza kijem w tym samym ognisku.

Dzięki wzrostom tendencji nacjonalistycznych lewicy uchodzi dziś coś, co jeszcze parę lat temu byłoby dla elektoratu nie do pomyślenia i skutkowałoby dalszą degradacją na scenie politycznej. Z jednej strony bowiem, gasnące gwiazdy lewicy w osobach Leszka Millera, który próbuje odbudować swoją pozycję w partii, oraz nietrafionej kandydatce na Prezydenta w postaci Magdaleny Ogórek, błyszczą w zdominowanych przez centro-prawicę media, prawiąc komplementy obecnej władzy, w roli ekspertów chwalących socjalny program PiS. Z drugiej zaś obecny przewodniczący Czarzasty, na barykadach KOD’u gromi przypadki łamania prawa i ładu konstytucyjnego.

Taka sytuacja dziś jest korzystna. Pokazuje, że SLD stanowi alternatywę socjalną dla Prawa i Sprawiedliwości. Odróżniająca się jednak utrzymywaniem standardów demokratycznych. Miller, kojarzony, choć niesłusznie, nadal jako głównodowodzący lewicy pokazuje zainteresowanie tej formacji najbiedniejszymi. Czarzasty zaś, choć wypada blado na tle byłego premiera, robi całą czarną robotę doprowadzając partię do ładu (również finansowego) oraz pokazując zatroskanie o stan polskiej demokracji.

Postawa ta, choć dziś stanowi pewnego rodzaju atut, niedługo zacznie formacji ciążyć, a liderzy będą musieli wspólnie obrać jednolitą, a przede wszystkim autentyczną, strategię. Pierwsze kroki zresztą już poczyniono. II Kongres lewicy, pod sztandarami PES, zgromadził przeszło pięćdziesiąt organizacji (część nieoficjalnie) oraz przeszło 2000 uczestników. Skalę sukcesu najlepiej pokazuje fakt, ze brany z naddatkiem Stadion Narodowy z jego salami konferencyjnymi okazał się zbyt mały dla wszystkich chętnych. Pierwsze koty za płoty, i choć na kongresie zabrakło dwóch kolejnych największych, organizacji uznających się za lewicowe, przekaz o jednoczeniu się lewicy poszedł w świat.

Pełne zjednoczenie będzie jednak problematyczne. Powszechnie znana awersja partii RAZEM do SLD może okazać się hamulcowym totalnego porozumienia. Ciężko też będzie przekonać Inicjatywę Polską do powrotu do macierzy. Niestety, a może i stety, by zjednoczona lewica odniosła sukces, musi wyjść ona z ofertą społeczną firmowaną silną i okrzepniętą marką. Inaczej kolejny raz, mimo determinacji dołów, dostanie od wyborców czerwoną kartkę. Farbowany lis bowiem, lisa już nie przypomina.

Idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby lewica pod szyldem SLD, czy od biedy Inicjatywa-SLD-Lewica-Razem, poszła w komplecie. Jednakże by taki efekt osiągnąć przed całą lewicą długi marsz, podczas którego na uczestników czeka jeszcze wiele niespodzianek.

Permalink do tego artykułu: http://www.lewicowy-obserwator.pl/dlugi-marsz/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: