Komorowski traci dystans – czas powalczyć o drugą lokatę?

 

Artykuł ten powstał w godzinach przedpołudniowych, jednakże różne sprawy spowodowały, że publikuję go wieczorem. Nie uwzględniał on konwencji wyborczej Magdaleny Ogórek, stąd na końcu – w epilogu zawarłem kilka zdań korygujących jego treść.

Jak podaje Rzeczpospolita, powołująca się na najnowszy sondaż IBRiS zapowiada się druga tura w wyborach prezydenckich. Urzędujący, chyba najmniej wyrazisty w historii po 1989r., prezydent sukcesywnie wraz z pojawianiem się kolejnych kandydatów traci zaliczkę poparcia. We wspomnianym sondażu uzyskał on jedynie 49 procent poparcia i zmierzyłby się w drugiej turze z Andrzejem Dudą (26 procent). Poparcie kandydata Prawa i Sprawiedliwości, zlecającego w dniach 12 – 13 lutego owe badanie wzrosło nieznacznie, co pozwala przypuszczać, iż wyniki choć opatrzone większym błędem (jak każde zlecone przez partie polityczne) , wskazują pewną tendencję.

Mnogość kandydatów szkodzi Komorowskiemu.

Wspomniana prawidłowość potwierdzają kolejne badania przeprowadzane po oficjalnych zapowiedziach kolejnych kandydatów. Z każdym kolejnym pretendentem do prezydenckiego fotela, urzędująca głowa państwa traci kolejne procenty z niezłej zaliczki jaką posiadał na początku wyścigu. Przy tak dużej liczbie kandydatów społeczeństwu, zmęczonemu wojną polsko-polską, jest bowiem łatwiej zidentyfikować się z tym, który prezentuje najbardziej zbieżne poglądy. Ciekaw jestem poniedziałkowych sondaży po inauguracji kampanii Magdaleny Ogórek. To, że urwie jakąś część prezydenckiej zaliczki jest niemal pewne. Natomiast odpowiedź na pytanie: jaki będzie to procent zależy tylko i wyłącznie od tego co i jak powie podczas inauguracji. Będzie to o tyle ważne, że urealni lub zada kłam tezie postawionej w tytule artykułu. W połowie marca, gdy zarejestrowani zostaną wszyscy kandydaci, będzie wiadomo jak ciekawie zapowiadać się będzie wyścig do pałacu prezydenckiego. Dziś pokuszę się jednak o analizę kilku możliwych przypadków.

Starcie: Komorowski vs Duda.

Najbardziej możliwy w chwili obecnej wariant. Stanowi on kontynuację wojny polsko-polskiej. Tym razem generałowie dowodzący bitwą wysłali na plac boju swoich poruczników. Jasnym bowiem było, że w skutek “ucieczki wroga publicznego nr 1” z kraju Jarosław Kaczyński nie zdecyduje się na bezpośrednie starcie z Bronisławem Komorowskim. Raz już przegrał, a i tym razem nie miałby większych szans na wygraną. Potwierdza to niejako wspomniany sondaż. Zauważmy, że po inauguracji kampanii Andrzeja Dudy zyskał on jedynie 1% w sondażach. Spadek poparcia prezydenta natomiast był, aż 6 procentowy. Ów 1% to wyborcy, którzy raczej wahali się czy kandydat PiS nie będzie czasem kontynuował retoryki swojego wodza w wojnie z Platformą Obywatelską – czyli wyborcy, którzy i tak prędzej czy później skierowali by się w kierunku konserwatywnego PiS. Po części, stawiam tu śmiałą, choć nie pozbawioną sensu tezę, są to górnicy lub członkowie ich rodzin pozyskani obecnością jednego czy drugiego Dudy na śląsku.

Gdzie w takim układzie podziała się pozostała część? Jak zsumujemy poparcie nowych kandydatów: Anny Grodzkiej i Pawła Kukiza z rachunek, będzie się nam z grubsza zgadzał. Taki rozkład poparcia wskazuje więc również na zwycięzcę ewentualnej drugiej tury wyborów. Wobec silnego negatywnego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, przy niewielkim, lub nawet jego braku w obozie urzędującego prezydenta stawiam na wynik Duda: 29,5% – Komorowski: 70,5% (czyli wynik poparcia prezydenta zbliżony do początku wyścigu)

Starcie: Komorowski vs Ogórek – czy w ogóle możliwe?

Na chwilę obecną wariant ten wydaje się tak odległy i surrealistyczny jak tylko może wyglądać. Z pięcioprocentowym poparcie kandydatka SLD wydaje się bowiem zajmować pozycję w ogonie wyścigu. Jeżeli jednak spojrzymy gdzie ten “ogon” się zaczyna, sprawa nie jest już taka oczywista. Mając w pamięci poprzednie sezony pucharu świata w biegach narciarskich kobiet, gdzie Marit Bjoergen i Justyna Kowalczyk niepodzielnie królowały, odstając wyraźnie od reszty stawki pamiętam także, że zawodniczkom z dalszych miejsc udawało się rozdzielić te dwie panie na podium. Jak w biegach liczyła się siła fizyczna i wytrzymałość psychiczna tak w wyścigu prezydenckim liczy się siła medialnego przebicia, potencjał kandydata i jego wytrzymałość w konsekwentnym dążeniu do celu.Tych cech, mimo pewnego falstartu medialnego, kandydatce SLD w cale nie brakuje. Co więcej jestem gotów, że posiada ona największy potencjał pozyskiwania wyborców z całej stawki kandydatów, co na pewno w kampanii wyborczej będzie jej atutem.

Jednak do rzeczy. Czy wymieniony wyżej scenariusz jest w ogóle możliwy, czy jest sens gonienia czołówki? Otóż myślę, że tak z kilku powodów.

Po pierwsze Magdalena Ogórek jest kandydatką mocno niedoszacowaną w sondażach z wielu różnych powodów. Między innymi dlatego, że nie reprezentuje ona postawy lewicowej w klasycznym tego pojęcia znaczeniu. Lewica, jak opisywałem w artykule Lewica 2.0 Laicka nie Antykatolicka jeszcze od czasów PZPR była kojarzona z walką z kościołem katolickim. Tymczasem kandydatką lewicy zostaje historyk kościoła, która na łamach licznych mass mediów komentuje ważne religijne wydarzenia z konklawe włącznie. Dla sporej części elektoratu Lewicy wydaje się to nie do pomyślenia stąd mimo, iż z zasady i tak zagłosują na kandydata lewicy parlamentarnej, choć w sondażach wprost tego nie przyznają. Pamiętajmy, że elektorat lewicy jest najbardziej regularny jeżeli chodzi o frekwencję. Druga – spora część wyborców po prostu jeszcze nie wie czy i na kogo zagłosuje, deklarując w sondażu, bądź poparcie dla Komorowskiego, bądź brak udziału w głosowaniu. Niedoszacowanie wynika także, że część elektoratu naturalnie lewicowego (podobnie z resztą do części elektoratu PSL) nie może być przepytana sondażem telefonicznym, gdyż nie dysponują telefonem. Z resztą elektorat PiS, SLD i PSL jest niedoszacowany jeszcze z jednego powodu. Pewna jego część w przeciwieństwie np.do PO czy Twojego Ruchu stanowią rodziny wielodzietne i wielopokoleniowe stąd ich 1 głos w sondażu jest w rzeczywistości głosem 5, 6 czy nawet 7 osób. Stąd w rzeczywistości z poparcia 5% równie dobrze może przy tej samej próbie a innej metodologii badania może zrobić się 8 lub nawet 10% (niektóre badania taki wynik pokazywały)

Po drugie, jak już wspomniałem wcześniej, kandydatka SLD ma największy, ze wszystkich kandydatów, potencjał pozyskiwania wyborców. Jest młodą (podobnie jak Duda i Jarubas), atrakcyjną kobietą co stanowi niezły handicap amortyzujący do pewnego stopnia wpadki. Do tego jest kobietą wykształconą a także kojarzoną medialnie. Ten ostatni atut, jeżeli go dobrze wykorzysta, może dać jej niezły wzrost poparcia. Magdalena Ogórek bowiem występowała dość powszechnie w telewizji śniadaniowej a jej osoba kojarzona jest dość pozytywnie przez gospodynie domowe – grupę społeczną, która charakteryzuje się jednym z najniższych wskaźników frekwencji wyborczej. Gdyby udało się jej przekonać te osoby do pójścia na wybory, mogłaby zdobyć znów parę procent głosów. Takich grup społecznych, które zagłosowałyby na kandydatkę SLD gdyby przekonać ich tylko do pójścia na wybory jest o wiele więcej. Najbardziej obrazową, jest ta grupa niegłosujących mężczyzn, którzy pójdą zagłosować “bo fajna z niej dupa”. Ja widać, szerokie spektrum atutów kandydatki umożliwi jej ciułanie głosów z wielu stron. Wszystko jednak zależy od tego w jaki sposób od dzisiejszej inauguracji zostanie poprowadzona jej kampania. Jeżeli będzie mówiła sama, mądrze i językiem zrozumiałym dla przeciętnego polaka, a także będzie widoczna zarówno w mediach jak i w terenie wśród potencjalnych wyborców wówczas przegonienie Andrzeja Dudy staje się realne.

Po trzecie jej wynik, zależy w pewnej, choć niewielkiej części pozostałej dwójki młodych kandydatów. Andrzej Duda bowiem, część swojego elektoratu zawdzięcza działaniom Piotra Dudy (i to nie przez zbieżność nazwisk), który umiejętnie podsycając napięcie społeczne załatwia swoje sprawy związkowe. Od tego jak mocno podpali kraj zależy poparcie społeczne dla strajkujących, jeżeli przegnie, wówczas nie będzie zgody na wojenną retorykę i zaszkodzić to może kandydatowi Prawa i sprawiedliwości. Wówczas kandydatka reprezentująca postawę kompromisu może na tym zyskać.

Dużo też zależy od postawy w kampanii Adama Jarubasa. Ludowcy bowiem wysuwając jego kandydaturę postawili się między młotem a kowadłem. O powtórzeniu dwucyfrowego wyniku z wyborów samorządowych kandydat PSL nie może nawet marzyć, jednakże by nie pogrzebać zaliczki ludowców będzie musiał odciągnąć jak największy ich odsetek od Komorowskiego. Tylko wówczas PSL, będzie mogło myśleć o powtórzeniu sukcesu z wyborów samorządowych w wyborach parlamentarnych.

Przyjmijmy, że kandydatka SLD zdobędzie 27% pozwalające przegonić Andrzeja Dudę. Część urwie Komorowskiemu, część zapewni doszacowanie faktycznego poparcia a resztę pozyska w kampanii. Jak wówczas może potoczyć się druga tura?

Scenariuszy jest wiele, jednak jeden z nich, uwzględniający brak w świadomości wyborców wojny polsko-polskiej pomiędzy kandydatami, rysuje się ciekawie. Jak już pisałem kandydatka SLD uszczknęła jednak prezydentowi część elektoratu – realne byłoby ok 5% – wobec czego Komorowski do drugiej tury wszedł z 44% poparciem. Druga Ogórek miała go 27%. Tu układanka się komplikuje i wiele zależy od wyniku właśnie Adama Jarubasa. Jeżeli uzyskałby więcej niż 5 procent poparcia wówczas po dodaniu głosów oddanych na Janusza Palikota (2%) drugą rundę zwycięża obecny prezydent. W pozostałych przypadkach statystyki przemawiają już na korzyść kandydatki lewicy.

Przyjmijmy jednak, że PSL nie będzie kąsać zbyt mocno obecnego prezydenta. Wówczas o wyniku decydowałby negatywny elektorat danego kandydata. W przypadku Komorowskiego jest on nieporównywalnie większy niż u, nowej na scenie politycznej, Magdalenie Ogórek Dodatkowo atuty kandydatki, związane z brakiem uwikłania w dotychczasową politykę oraz stosunek do kościoła dają duże szanse by w drugiej turze zagłosowała na nią część elektoratu prawicy. Taki wybór byłby oczywiście przeciwko Komorowskiemu i PO, jednakże pozwoliłby wygrać kandydatce lewicy ze niezłą przewagą.

Werdykt: Komorowski 45% – Ogórek 55 procent.

Starcie: Duda vs Ogórek.

Scenariusz ten możliwy byłby chyba jedynie w przypadku nagłej niedyspozycji obecnej głowy państwa. Jednakże, traktując niniejszy artykuł jako formę zabawy z rzeczywistością, postanowiłem pokusić się także o ocenę i tego starcia.

Biorąc pod uwagę strony sceny politycznej, które reprezentują kandydaci dzieli ich wszystko, a łączy niewiele. Jednakże jakby przyjrzeć się dokładniej to takie starcie będzie ewidentną wojną płci :). Zarówno Ogórek jak i Duda w swoich programach podnoszą hasła socjalne, stawiające je na przeciw liberalnej polityce władzy wykonawczej. Łączy ich również stosunek do wiary, chociaż na tym polu są pewne różnice.

Co ich różni? Cóż największą różnicą jest negatywne postrzeganie kandydatów przez pryzmat liderów partii ich popierających. Choć dane pochodzą z badań archiwalnych to jednak PiS posiada negatywny elektorat prawie dwukrotnie większy od SLD (odpowiednio 37 i 17 procent). Wniosek nasuwa się sam. Gdyby doszło do bitwy pomiędzy tą dwójką kadydatów, wyraźnie większe szanse miałaby Magdalena Ogórek. Merytoryka w tymże starciu odeszłaby na dalszy plan. Wynik: Duda 37% – Ogórek 63 procent. Trzeba jednak słusznie zaznaczyć, że to starcie charakteryzowałoby się najniższą frekwencją wyborczą.

Czy warto walczyć o drugie miejsce?

Nad tym pytaniem zastanawiałem się do wielu dni. Czy Magdalena Ogórek jest w stanie zawalczyć o drugi wyniki wyborczy? Cóż sądzę, że tak. Czy ma szanse wygrać ten wyścig? W sprzyjających okolicznościach – jak najbardziej. Jednakże przed nią samą – jak i przed całym sztabem wyborczym jeszcze ogrom pracy by wpierw nakłonić ludzi do głosowania a następnie do głosowania na tę konkretną kandydaturę. Dużo w tej układance zależy od dzisiejszej konwencji, która w takim samym stopniu może przynieść sukces jak i … porażkę.

Epilog – Już po konwencji.

Amatorski blog ma to do siebie, że pisząc artykuł nie zawsze jego publikacja nadąży z rzeczywistością. Czas nie pozwolił mi na opublikowanie tegoż artykułu przed konwencją wyborczą stąd w posłowiu postanowiłem odnieść się w kilku słowach do wydarzeń dzisiejszego dnia.

Pisząc ten artykuł oczekiwałem na to co wydarzy się na konwencji wyborczej Magdaleny Ogórek. Czy będzie to sukces – czy też totalna porażka. Biorąc pod uwagę dotychczasowe doniesienia medialne szanse były 50/50.

Sama konwencja zorganizowana była z umiarkowanym rozmachem, choć w przekazie medialnym widać było, że sztab korzystał ze sprawdzonych rozwiązań. Nawiązania do wyborczego hasła Baracka Obamy “Yes We Can“, prócz szczerego uśmiechu na mojej twarzy, umiarkowane przekonanie, że kandydatka posiada właściwe osoby na właściwym miejscu. W trakcie jej trwania takich nawiązań było więcej. Odwołania do kampanii Hollande’a czy Schroedera były już bardziej zakamuflowane, jednakże świadczą one, że sztab kandydatki nastawiony jest na sukces. Sukces – który w tym wypadku oznacza przebicie wyniku Grzegorza Napieralskiego.

Osobiście uważam, że mądzrze i roztropnie poprowadzona kampania kandydatki, która prezentuje wartości nowoczesnej lewicy, potwierdza moje wcześniejsze dywagacje o możliwym jej udziale w drugiej turze wyborów prezydenckich. Sięgnięcie po wyborców niezdecydowanych, a także tych, którzy nie zamierzają głosować, może przynieść Magdalenie Ogórek niezły wzrost poparcia społecznego i w końcowej rywalizacji uczynić z niej czarnego konia wyborów prezydenckich.

Dla mnie personalnie słowa to jedno – bardziej liczą się czyny. Jak od poniedziałku mogę spokojnie zabiegać o podpisy poparcia dla kandydatki lewicy (w piątek byłem jeszcze na nie), tak by uzyskać mój głos Magdalena Ogórek będzie musiała pokazać coś więcej i nie mówię tu o sesji w czasopismach dla mężczyzn.

Nasz prezydent – nasz pogram.

Sukces Magdaleny Ogórek, jaki by nie był prowadzi do jednej konkluzji. Czas tradycyjnej lewicy skończył się wraz z wejściem Polski w struktury Unii Europejskiej a lewica, jeżeli chce nadal istnieć na scenie politycznej powinna poddać się reformie i modernizacji. Program przyszłej Prezydent Magdaleny Ogórek stanowi solidną podstawę. Myślę, że sama kandydatka bowiem nie miałaby nic przeciwko skopiowaniu go w wyborach parlamentarnych.

Permalink do tego artykułu: http://www.lewicowy-obserwator.pl/komorowski-traci-dystans-czas-powalczyc-o-druga-lokate/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: