Lewicy droga na szczyt

 

Choć znajdujemy się dopiero na półmetku maratonu wyborczego jaki władza, działająca zgodnie z wytycznymi konstytucji, zafundowała nam władza. To jednak sytuacja po lewej stronie sceny politycznej nie napawa optymizmem.

Pomimo, że udało się stworzyć jednolitą listę w wyborach do samorządów to jednak mnogość kandydatów lewicy wystawionych w wyścigu do pałacu prezydenckiego pokazuje jak bardzo podzielone i skłócone jest to środowisko.

Sytuacja ta będąc już samą w sobie niekomfortową dla działaczy lewicowych jest dodatkowo podgrzewana przez wielu “specjalistów” wieszczących rychłą śmierć jej największego przedstawiciela – SLD. Partii, która sama podgrzała dodatkowo ten ponury nastrój popierając bez szerszych wewnątrzpartyjnych konsultacji, młodą i ambitną kandydatkę Magdalenę Ogórek.

Czy zatem lewica w obecnej formie ma szansę się w Polsce odrodzić? Czy też skazana jest na postępującą marginalizację i zniknie niebawem ze sceny politycznej?

Obalamy mity.

By zrozumieć złożoność postawionego problemu należy najpierw obalić parę mitów, które poprzez lata wyrosły w świadomości zarówno wyborców jak i części publicystów. Co gorsza obserwując wypowiedzi części polityków odnoszę wrażenie, że wrosły także w ich postrzeganie lewej strony sceny politycznej.

SLD jako partia nie jest dinozaurem.

Gdyby w sondzie ulicznej zadać przechodniom pytanie: “W którym roku powstała partia SLD” to z dużą dozą prawdopodobieństwa rok 1999 byłby w odpowiedziach mniejszości pytanych. Zdecydowana większość odpowiedzi lokowałaby powstanie tej partii w pierwszej połowie lat 90’tych.

O dziwo w odpowiedziach wskazujących rok 1991 czy 1993 byłoby ziarnko prawdy. W 1991r. narodziła się w wyniku porozumienia pomiędzy PPS, SdRP, OPZZ, ZSMP, DUK, Komitetu Obrony Bezrobotnych i kilku mniejszych organizacji o charakterze lokalnym, koalicja wyborcza, która już dwa lata później po raz pierwszy sięgnęła po władzę. Była to właśnie Koalicja Wyborcza Sojusz Lewicy Demokratycznej

Lewica nigdy nie była monolitem

Startując do pierwszych wygranych przez lewicę wyborów koalicja SLD liczyła 29 organizacji, a gdy sięgano po władzę po raz ostatni jako KW w 1997r, – jeszcze więcej. Środowiska te reprezentowały różne, często skrajnie odmienne poglądy. Jak choćby Unia Chrześcijańsko-Społeczna i Towarzystwo Kultury Świeckiej. Mimo różnic programowych czy światopoglądowych potrafiono porozumieć się w kluczowych kwestiach i wspólnie w poszanowaniu różnic sięgać po władzę.

Co lepsze mimo, iż w 1999r. do przekształconego w partię polityczną SLD, część z 32 organizacji nie zdecydowała się wstąpić to w czasie ostatniego dla lewicy marszu po władzę w 2001r. w zdecydowanej większości przystąpiło do Koalicji Wyborczej SLD-UP.

Jak widać to właśnie różnorodność wyboru stanowiła za każdym razem klucz do sukcesu.

Lewica to nie tylko postkomuniści.

Przez lata sztandarowym hasłem prawicy i liberałów z centrum przyciągającym młodych, lecz pamiętających jeszcze czasy pustek na sklepowych półkach, wyborców było głosowanie przeciwko komunistom, którzy doprowadzili kraj do stanu głębokiego kryzysu ekonomicznego, milcząc o fakcie, że dopiero zderzenie rozpompowanej gospodarki centralnie sterowanej z zasadami wolnorynkowymi ten efekt spotęgowało. Dziś argument ten pozbawiony jest jakichkolwiek podstaw, gdyż w wyniku naturalnych procesów fizjologicznych, jak i naturalnie ludzkich zmian światopoglądowych, odsetek działaczy rodem z PRL topnieje sukcesywnie i jest na zbliżonym poziomie jak w konkurencyjnych ugrupowaniach z prawicy i centrum. Ta konkluzja prowadzi do obalenia kolejnego mitu

Postkomuniści są nie tylko na lewicy.

Wystarczy rzut oka na listę członków PZPR znajdziemy tam zaskakujące nazwiska. Otóż wbrew prawicowej propagandzie prawica i centrum nie jest wolna od działaczy postkomunistycznych członkami PZPR byli dla przykładu:

  • prof. Leszek Balcerowicz – autor największej reformy gospodarczej po 1989r. – w latach 1978–1980 kierował zespołem doradców-ekonomistów przy premierze PRL,
  • dr Henryka Bochniarz – minister przemysłu i handlu w gabinecie Jana Krzysztofa Bieleckiego – była w latach 1978–1990 m.in. I sekretarzem podstawowej organizacji partyjnej w Instytucie Koniunktur i Cen,
  • Artur Balazs – minister w rządach Tadeusza Mazowieckiego, Jana Olszewskiego i Jerzego Buzka – w latach 1978–1980 należał do PZPR,
  • Zbigniew Ćwiąkalski – minister sprawiedliwości i prokurator generalny – w latach 1972–1981 należał do PZPR, był przewodniczącym wydziałowej podstawowej organizacji partyjnej,
  • Tadeusz Zwiefka – europoseł PO – w latach 1976–1990 należał do PZPR
  • Barbara Kudrycka – minister nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie Donalda Tuska – w PZPR w latach 1978-1981
  • Bronisław Geremek – ikona polskiej dyplomacji, na którego wykładach mimo, iż po 1989r. reprezentował ugrupowania prawicowe nie dało się słyszeć jadu w wypowiedziach o PRL, a opowieści o tajnikach dyplomacji można było słuchać godzinami – przez 18 lat w PZPR (1950-1968).

Nazwiska można by mnożyć, gdyż wg oficjalnych danych PZPR zrzeszała ponad 3 miliony członków. Prawda, jest taka, że w owych czasach przynależność partyjna ułatwiała zarówno karierę jak i awans społeczny. Nie bójmy się stwierdzić, że PRL wykształciła spore pokolenie fachowców, bez udziału, których żadna z dzisiejszych partii politycznych nie odniosłaby sukcesów.

Cechy sukcesów lewicy,

Jednoznacznego rozstrzygnięcia czy lewica ma szanse wrócić na szczyt raczej nie można wyrokować. Można jednak spróbować określić pewną pulę cech, dzięki którym będzie miała ona szanse na drugie otwarcie.

Różnorodność wyboru.

W czasach największej świetności polską lewicę można bylo porównać do sklepiku 1001 drobiazgów – każdy znalazł coś dla siebie. Dzięki zaangażowaniu organizacji reprezentujące środowiska społeczne od antyklerykalnych po chrześcijańskie, od młodzieżowych po emeryckie w lewicowym porozumieniu dla budowy “państwa opiekuńczego” lewica miała atrakcyjny program dla kształtującego się społeczeństwa wolnorynkowego. Różnorodność ideowa powodowała położenie nacisku przede wszystkim na sprawy gospodarcze, co czyniło koalicję autentyczną w oczach wyborców. Skłócona i podzielona prawica, skoncentrowana na rozliczeniach poprzedniej epoki, sterowana przez kościół katolicki w celu budowy państwa wyznaniowego nie była w stanie przedstawić rozsądnej alternatywy.

Doświadczeni mentorzy.

Niepohamowana chęć rozliczenia ciemiężycieli powodowała także, że doświadczeni działacze posiadający niewygodne epizody z działalności w ramach PZPR, traktowani byli jak trędowaci. Doszło nawet do tego, że do części ugrupowań, które urosły w 1989r. jak grzyby po deszczu, takie osoby nie miały wstępu. W innych je marginalizowano. Ugrupowania te, zderzenia z rzeczywistością, nie przetrwały i o ile do dziś nie zostały wchłonięte przez główny nurt – znajdują się na uboczu tworząc polityczny plankton.

Dla lewicy doświadczeni mentorzy w postaci choćby Mieczysławów Rakowskiego i Wilczka czy Jerzego Urbana, Czesława Kiszczaka, Floriana Siwickiego albo Ireneusza Sekuły, choć sami w cieniu stanowili cenne zasoby wiedzy pozwalające utrzeć się młodym adeptom sztuki politycznej przed rażącymi błędami.

Młodzi i ambitni działacze.

Świeżej krwi bowiem lewicy nie brakowało. Jak bowiem wspomniałem we wcześniejszej części tegoż tekstu, droga do awansu społecznego, poprzez przynależność partyjną była drogą najszybszą. Kwaśniewski, Miller, Cimoszewicz czy Janik mieli więc ułatwione zadanie. Umiejętnie pokierowana ich energia i zapał, sprawiła, że niemożliwe po sukcesie opozycji antykomunistycznej w wyborach 1989 i 1991 roku, przywrócenie zaufania społecznego stało się faktem już dwa lata później.

Jednogłośne stanowisko przy poszanowaniu różnic.

Odzyskanie władzy zaledwie w cztery lata po przemianach ustrojowych możliwe było także dzięki temu, że w przeciwieństwie do centrum i prawicy, politycy lewej stronie w sprawach kluczowych mówili w miarę jednogłośnie. Dyskusje o różnicach przeprowadzano zaś we własnym gronie.

Brak dominatora oraz nieidentyfikująca nazwa

Lewicę tamtych czasów cechowało jeszcze jedno. Chociaż wśród wszystkich organizacji wchodzących w skład koalicji przewodziła SdRP na spółkę z OPZZ to jednak żadna z tych organizacji nie starała się zdominować pozostałych. Doskonałym przykładem była właśnie wspomniana nazwa koalicji. Sojusz Lewicy Demokratycznej swoją nazwą przekazywał jasną przesłankę o prodemokratycznym nastawieniu “postkomunistów”, którzy nie mają zamiaru przywracać poprzedniego ustroju. Nazwa ta również nieidentyfikowana z żadnym z ugrupowań wchodzących w skład komitetu. W tym miejscu przyznam rację jednej z tez wygłoszonych w grudniu przez Grzegorza Napieralskiego. Warto rozważyć, czy do następnych wyborów nie pójść jak lewica w 1993r. pod nową nazwą niosącą nowe przesłanie.

Czy lewica ma szansę się jeszcze odrodzić.

Nawiązując do słów Marka Twaina “Pogłoska o mojej śmierci była przesadzona” nie stawiałby jeszcze nagrobka wieńczącego żywot lewicy. Nie skazywałbym także tej sceny politycznej na marginalizację. Dopóki w naszym kraju będą ludzie ubodzy i wykluczenie społecznie, dopóki będzie brakowało środków budżetowych na rozwiązywanie problemów społecznych, dopóki bogaci potentaci będą się bogacić transferując zyski poza granicę kraju dopóty będzie zapotrzebowanie na lewicę.

By móc jednak święcić sukcesy trzeba przedstawić społeczeństwu ugrupowanie, lub koalicję ugrupowań, która będzie w odbiorze swoich słów i programów autentyczna. Niestety, ku niechęci co niektórych liderów, należy zebrać jak najszersze grono organizacji i usiąść do stołu. Zapomnieć o niesnaskach lub osobistych urazach, schować dumę w kieszeń i zawrzeć swojego rodzaju umowę społeczną skierowaną do społeczeństwa a nie liderów partyjnych.

Należy także powstrzymać aspiracje swoje i swoich współpracowników do dominacji. Tyran, choćby obiecywał złote góry tyranem zostanie, a chętni do jego obalenia będą się koncentrować tylko na tym zapominając o podstawowym celu. Powrocie na szczyt.

Wracając na szczy, należy wyciągnąć wnioski z przeszłości i zapewnić stały dopływ świeżej krwi. O sile każdego ugrupowania, stanowi bowiem kreatywność i energia do działania. Ta zaś największa jest wśród młodych. Bez tego, choćby z najlepszym programem lewica będzie tylko bandą leśnych dziadków.

Permalink do tego artykułu: http://www.lewicowy-obserwator.pl/lewicy-droga-na-szczyt/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: