Łyżka miodu w beczce dziegciu.

 

Powiało wiatrem przemian. Moi ulubieni narodowi socjaliści w swojej ofensywie prospołecznej przeszli samych siebie. Myślałem, że po 500+ na każde „dodatkowe” dziecko (w brew obietnicom, że na każde) nic mnie już w demagogii obecnego rządu nie zaskoczy. O tym jak bardzo się myliłem przekonały mnie ostatnie niespełna trzy tygodnie. 4000 złotych jednorazowej jałmużny (bo tak to można nazwać) czy obniżenie wieku emerytalnego bez jego zmniejszania pokazują skalę demagogii, walczącej o przeciągnięcie na swoją stronę resztek lewicowego, socjalnego elektoratu. W tej beczce dziegciu znalazła się jednak i łyżka miodu, o której na końcu pastwienia się nad „Dobrą Zmianą”.

Łyżka miodu w beczce dziegciu.

Zacznijmy jednak od początku. Wynik zeszłorocznych wyborów, i ustrzelenie przez obecną władzę dubletu, nie był dla mnie większym zaskoczeniem. Przy kompromitacji czołowych liderów partii opozycyjnych (w tym SLD dzięki eksperymentowi pod kryptonimem „Mizeria”, na który sam dałem się nabrać), rezultat wydawał się oczywisty. Bolało co prawda wykopanie lewicy z sejmu, jednak pracowała ona na ten wątpliwy sukces od początku XIX wieku. Raziło w oczy obsadzenie szalonego Antka w roli Ministra Obrony, a autorytarne demolowanie ładu konstytucyjnego budziło wściekłość. Jednakże w sferze polityki socjalnej powstrzymywałem się przed krytyką gabinetu premier Szydło. Byłem ciekawy, które z obietnic udzielonych społeczeństwu w przedwyborczej paplaninie znajdą swoje pokrycie w dzisiejszej rzeczywistości.

500+

Na pierwszy ogień poszło 500 złotych na dziecko. Jak się szybko okazało nie na każde, a każde kolejne. Przy prostym przeliczeniu uwzględniający wskaźnik dzietności znacznie poniżej 2 można spokojnie przyjąć, że większość rodzin jest tej formy polityki „prorodzinnej” pozbawiona, a ona sama stała się de facto formą, źle skierowanej, pomocy społecznej. Pozbawia to szczytne w założeniach przedsięwzięcie ekonomicznego sensu. Dla sytuowanych grubo poniżej średniej (płacowej), a rozsądnie myślących, Polaków kwota nie jest wystarczającym argumentem do podjęcia decyzji o kolejnym dziecku. Tych sytuowanych powyżej, nie przekona tym bardziej, gdyż w przypadku tej grupy czynnik ekonomiczny nie jest determinującym.

Mieszkanie+

Następnym prezentem, który miał poprawić sytuację bytową naszych młodych rodaków, był program powszechnych, tanich mieszkań, udostępnianych młodym na zasadzie nieoprocentowanego kredytu hipotecznego (nabywanie własności po upływie czasu niewątpliwie taką, ukrytą, formą jest). Program nie był mi wcale obcy, gdyż w niektórych polskich gminach czy powiatach podobne rozwiązania, na szczeblu samorządowym, funkcjonują z powodzeniem od lat. Tu też w teorii brzmiało świetnie, natomiast z wykonaniem znów będzie jak zwykle. Po pierwsze przyjęto nierealne, dla wielu większych miast koszty metra kwadratowego mieszkania, które ciężko będzie osiągnąć bez uszczerbku na parametrach takiego lokum (współczynnika przenikalności cieplnej, czy efektywności energetycznej budynku). Próżno będzie więc szukać w oddawanych lokalach okien czy drzwi o porządnej termoizolacji czy oświetlenia LED. Co to oznacza dla lokatorów – wyższe koszty eksploatacji w porównaniu z innymi ofertami na wolnym rynku. Długofalowo więc takie mieszkania okażą się być nabywane kredytem o niemałym oprocentowaniu. Różnice w rachunkach za prąd czy ogrzewanie rzędu od kilkudziesięciu (ciepło) do nawet kilkuset procent (oświetlenie) w perspektywie 10 lub więcej lat wyrażane będą w dziesiątkach tysięcy. Cóż. Kolejny babol.

Zakaz aborcji

W międzyczasie nasz ukochany rząd, podobnie zresztą jak niemieccy czy włoscy faszyści, zaczął zaglądać do naszych sypialni. Na początek wzięto się za, awaryjną antykoncepcję zapowiadając stopniowe zmniejszanie jej dostępności do ostatecznej eliminacji jej z rynku. Będzie trzeba bardziej uważać, ale można żyć. Prawdziwą furię w narodzie wywołała bezczelność parlamentarzystów, którzy w jawny sposób faworyzując swoje przekonania moralne już na wstępie wykluczyli jeden z dwóch obywatelskich projektów zmian w prawie aborcyjnym. Drugi zaś dopuszczono do procedowania. Furia ta, znana dziś pod postacią Czarnych protestów, zdecydowanie wystraszyła rządzących, którzy zrobili krok do tyłu ucinając w komisji, wpuszczoną wcześniej do sejmu, inicjatywę. Co z tego, jak zapowiedziano jednocześnie projekt rządowy, którym (po cichu) dopnie się swego.

Ustawa “Za życiem”

Pierwszą oznaką nadchodzących czasów Rzymsko-katolickiego fundamentalizmu była pozorna troska o narodzone dzieci niepełnosprawne czy z wadami genetycznymi. Dlaczego pozorna? Czym jest jednorazowa wypłata 4 tysięcy złotych za urodzenie niepełnosprawnego dziecka wobec kosztów miesięcznych liczonych w tysiącach, wydatkowanych tylko na rehabilitację, sprzęt czy środki pielęgnacyjne, idących prosto z kieszeni rodzica. Dla mnie jałmużną. Propozycję posła PiS, Piotra Uścińskiego by dodatkiem objąć również matki, które zdecydują się urodzić dziecko z gwałtu, traktuję w kategoriach fantastyki lub chwilowej pomroczności wspomnianego jegomościa.

Obniżenie wieku emerytalnego

Na koniec dzisiejszy hit. Jak obniżyć wiek emerytalny, bez jego faktycznego zmniejszania? Uchwalić ustawę przywracającą wiek 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn bez głębszej reformy systemu. Przypomina mi to rozwiązanie problemu z cukrem rodem z „Kariery Nikosia Dyzmy” gdzie skupi się towar z cukrowni pod warunkiem, że oni go zmagazynują płacąc obligacjami. O to, że wspomniane obligacje trzeba będzie wykupić się nie martwiąc – to problem następnej ekipy.

Konstytucja biznesu

W tej całej beczce dziegciu jest jednak łyżka miodu. Coś co sugeruje, że są w rządzie osoby, które zamiast stwarzać pozory, naprawdę starają się myśleć. Mówię o wicepremierze Morawieckim i jego ostatnim pomyśle konstytucji biznesu, już nazwanego przez niektóre media nową ustawą Wilczka. Zasada “co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone”, domniemanie niewinności przedsiębiorcy i przyjaznej interpretacji przepisów prawa czy brak obowiązku rejestracji drobnej działalności jest tym na co większość mikro i małych przedsiębiorców czeka od lat. Dotychczasowy fiskalizm, rozbudowywany przez lata, zwłaszcza przez ostatnie dwie kadencje rządów platformy skutecznie dusił prywatną inicjatywę, nie pozwalając jej rozwinąć skrzydeł. Pytanie tylko czy przepisy przetrwają zderzenie ze ścianą urzędniczego betonu, który tak łatwo nie odpuści raz danej wszechwładzy. Jeżeli tak, będzie to krok w dobrym kierunku, w przeciwnym razie miód się rozpuści i wyjdzie jak zwykle.

Permalink do tego artykułu: http://www.lewicowy-obserwator.pl/lyzka-miodu-w-beczce-dziegciu/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: