Toruńska afera podsłuchowa – czyli kto pod kim dołek wykopał.

 

Jak ujawniły w piątkowym wydaniu toruńskie Nowości były dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej Paweł Łubowski potajemnie nagrywał swoje rozmowy ze swoim szefem, miłościwie nam panującym Michałem Zaleskim. Nie będę oceniał pobudek kierujących byłym dyrektorem. Tak samo pozostawię bez odpowiedzi pytania o etyczność czy legalność przedsięwziętego działania. Skupię się bowiem nad treściami rozmów wspomnianych panów oraz wiceprezydenta miasta Zbigniewa Fiderewicza i dyrektora wydziału kultury UM Zbigniewa Derkowskiego. Ci ostatni bowiem, trafieni niejako rykoszetem, również brali udział w niektórych spotkaniach.

Taśmy prawdy

Cóż więc takiego sensacyjnego, o czym mieszkańcy nie mieli pojęcia, znajduje się na ujawnionych nagraniach? Otóż wbrew prasowym nagłówkom nic ciekawego. O tym, że wielkie sztandarowe inwestycje miłościwie nam panującego są nierentowne i przynoszą miastu straty wie chyba każdy kto choć trochę interesuje się życiem miasta. Brak ważnych wydarzeń kulturalnych w CSW również nie jest tajemnicą i jest w działalności tej instytucji (nie)zauważalne. Co więcej publikacja nagrań dziwnym trafem zbiegła się w czasie z decyzją magistratu by nie przedłużać dyrektorowi Łubowskiemu umowy vide decyzją o rezygnacji z jego usług. Jak interpretować te fakty? Spójrzmy najpierw na listę zarzutów kierowaną pod adresem miłościwie nam panującego, a podpartą solidną dawką nagrań.

Głos gospodarza

Sztandarowym zarzutem podnoszonym przez dyrektora był fakt, że miłościwie nam panujący prowadził dyktatorskie rządy. No cóż o osobie miłościwie nam panującego prezydenta Zaleskiego można powiedzieć wiele, sam osobiście przekonałem się kilka lat temu na własnej skórze, że nie należy on do najsympatyczniejszych jegomości. Powiem więcej, po owej sytuacji w jednej z toruńskich galerii handlowych na moje usta cisnęły się mniej parlamentarne słowa. Patrząc jednak na sprawę w sposób obiektywny to przy dotychczasowym sposobie zarządzania CSW spotkania Łubowskiego z Zaleskim nie miały prawa należeć do najprzyjemniejszych.

Kolejne zarzuty jakie podnosi były dyrektor CSW to przekraczanie uprawnień i nakłanianie do łamania prawa. Osobiście nagrań nie słyszałem, a swoją wiedzę opieram na doniesieniach prasowych Nowości i Gazety Wyborczej, stąd mając na uwadze ich kaliber ciekawi mnie czy dyrektor Łubowski kopiąc dołek pod miłościwie nam panującym, nie wykopał przy okazji swojego grobu. Jeżeli bowiem zarzuty dyrektora Łubowskiego są prawdziwe a Zaleski przekraczał swoje kompetencje i nakłaniał do łamania prawa pracy. (W artykule enigmatyczna mowa o zastępowaniu niektórych etatów „innymi” formami zatrudnienia – bez konkretów o jakie stanowiska czy jaką wykonywaną pracę chodzi), wówczas były dyrektor powinien odpowiedzieć za niezłożenie zawiadomienia o popełnionym przestępstwie. Jeżeli zaś zarzuty okażą się nieprawdziwe wówczas naraża się on na kroki prawne ze strony swojego byłego pracodawcy jak i bezpośrednio ze strony miłościwie nam panującego.

Miłościwie nam zarządzający

Rozpatrując doniesienia prasowe jedynie w kategorii sporu pomiędzy oboma panami byłoby jednak błędem. Sprawa bowiem ma nieco szerszy aspekt i dotyka ona tych wszystkich, którzy jakiejkolwiek formie współpracują z miastem lub jego spółkami. Nacisk kładziony przez miłościwie nam panującego na redukcję kosztów funkcjonowania instytucji miejskiej jaką CSW niechybnie jest rodzi pytanie czy w innych komórkach czy spółkach miejskich takie zapędy również istnieją.

O sukcesywnym zadłużaniu miasta w imię nie do końca przemyślanych toruńskich inwestycji mówi się w mieście od lat. Konkurenci miłościwie nam panującego, zaznaczali ten problem nie tylko przy okazji budowy Centrum Sztuki Współczesnej. Podobne zarzuty podnoszono przy okazji budowy Motoareny, Hali widowiskowo-sportowej przy ul. Bema czy Sali koncertowej na toruńskich jordankach. Każda z tych inwestycji nie dość, że kosztownych w budowie (na które należało zaciągnąć kredyty) posiadała mglisty i iluzoryczny biznesplan na dalsze funkcjonowanie. Każda z wymienionych inwestycji jeszcze przez lata, o ile w ogóle, będzie generować ujemne saldo w budżecie miasta.

Nic więc dziwnego w tym, że skoro miłościwie nam panujący po zapewnieniu sobie kolejnej re-elekcji szuka oszczędności w finansowaniu tych skarbonek. Pytanie, które naturalnie rodzi się samo brzmi: Czy w czasach gdy głośno mówi się o nadużywaniu umów śmieciowych przez pracodawców prywatnych, stosowanie tych samych standardów i rozwiązań przez samorządy jest etyczne i moralnie uzasadnione.

Kto pod kim dołek wykopał

Szukanie przez miłościwie nam panującego oszczędności w nierentownych instytucjach winno przynieść mu glorię i chwałę. Jednakże czy zmiana formy zatrudnienia osób pracujących w instytucji, której budżet szacuje się na 6,2 mln złotych zapewni bilansowanie się jednostki? Śmiem w to wątpić, W przypadku CSW jak i innych wymienionych przeze mnie instytucjach dodatnie saldo przynieść może jedynie zapewnienie pełnego obłożenia imprezami, które zachęcą mieszkańców oraz ściągną do miasta specjalnie na tę okoliczność turystów. Może to osiągnąć jedynie sprawny menadżer zgodnie współpracujący z władzami miasta.

Zasadność zarzutów, które kieruje pod adresem miłościwie nam panującego, rozgoryczony były dyrektor CSW, powinny zostać zweryfikowane przez prokuraturę. Najlepiej zamiejscową, by zapewnić transparentność postępowania, która w następstwie uzyskanych wyników postawi zarzuty lub umorzy postępowanie.

Sposób sprawowania władzy przez miłościwie nam panującego, zweryfikowane zostać powinny przez wyborców przy okazji kolejnych wyborów, lub w przypadku potwierdzenia zarzutów przy referendum dotyczącym jego odwołania.

Bez względu na wynik, na mojej liście za i przeciw głosowaniu na miłościwie nam panującego prezydenta Michała Zaleskiego, przybyło kilka nowych pozycji.

Permalink do tego artykułu: http://www.lewicowy-obserwator.pl/torunska-afera-podsluchowa-czyli-kto-pod-kim-dolek-wykopal/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: