Wiwisekcja na SLD – Czy to już koniec Leszka Millera?

 

Wiwisekcja na SLD – Czy to już koniec Leszka Millera?

Jak doniosła Rzeczpospolita w niedzielnym artykule (http://www.rp.pl/artykul/738670,1176058-W-SLD-bunt-przeciw-Millerowi.html) w strukturach Sojuszu Lewicy Demokratycznej fala buntu i kontestacji obecnych władz trwa w najlepsze. Jako jeden z ostatnich wyrazów niezadowolenia został zwerbalizowany przez sąsiadów zza między. Co najmniej 5 kół bydgoskiego SLD, niegdyś bastionu betonowego toku myślenia, poprzez uchwały dało wyraz swojej dezaprobacie odnośnie kluczowych na lewicy wydarzeń, które miały miejsce w perspektywie minionego kwartału.

Władze krajowe SLD, a w szczególności Leszek Miller zostały skrytykowane przede wszystkim za sposób w jaki wyłoniona została kandydatka Sojuszu w wyborach prezydenckich. Głównym zarzutem w tej sprawie był absolutny brak konsultacji kandydatury pani Ogórek z partyjnymi strukturami na szczeblu województw czy powiatów.

Millerowi dostało się także za działania władz partii po ogłoszeniu wyników wyborów samorządowych. Próba aliansu SLD z PiS w celu zdyskredytowania świetnych wyników politycznej konkurencji została odebrana nie tylko w szeroko pojętej opinii publicznej, lecz również (czy zwłaszcza) wewnątrz Sojuszu jako zachowanie wysoce „niesportowe”.

Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna tylko jak kończy

Struktury lokalne SLD ewidentnie pokazują swojemu przewodniczącemu „żółtą kartkę”. Leszek Miller po części ciężko sobie na nią zapracował dwukrotnie prowadząc swoje ugrupowanie na niziny popularności społecznej. Zauważmy jednak, że obecnie największym krytykiem przewodniczącego, jest ten, który do dzisiejszego rozdrobnienia i bezideowości lewicy przyłożył rękę w nie mniejszym stopniu.

Wypowiedzi kolejnego Ojca „sukcesu” SLD, Grzegorza Napieralskiego, z przełomu listopada i grudnia o kierunku, w którym zmierza polska lewica z Sojuszem w roli sternika, były niczym innym jak zwerbalizowaniem poglądów na rzeczywistość członków i sympatyków SLD. Zapomniał pan Grzegorz w swoich wypowiedziach, że wraz z Wojciechem Olejniczakiem nie mieli pomysłu na odwrócenie spadku popularności.

Wcześniejszym liderom Józefowi Oleksemu czy Krzysztofowi Janikowi trudno to zarzucić, gdyż robili oni co mogli, zresztą z umiarkowanym sukcesem, by zminimalizować spadek zaufania społecznego wywołany postawą premiera Millera oraz innych członków SLD podczas przesłuchań komisji badającej aferę Rywina.

Jak pokazuje historia spadek trwały spadek poparcia dla polskiej lewicy rozpoczął się od Leszka Millera. Wszystko wskazuje także, że na Leszku Millerze się tak czy inaczej się on zakończy. Nadchodzące kolejno wybory prezydenckie i parlamentarne strącą tę partię w niebyt lub przyzwoitym wynikiem dadzą zaliczkę pozwalającą na jej ewolucyjną reformę.

Znów chciano dobrze – wyszło jak zwykle.

Czy Miller ma jeszcze szanse by nie zostać „grabarzem” lewicy. Zdania w tej kwestii są podzielone. Niemniej istnieje kilka przesłanek, które mogą świadczyć na korzyść tej tezy. Choć co trzeba zaznaczyć przed SLD i jego władzami jeszcze długa i kręta droga.

Przez minione 25 lat, które dzielą nas od okresu transformacji ustrojowej, poza pierwszymi latami przemian, elektorat tej partii oscylował w granicach 20% i skupiał osoby, które najbardziej odczuły skutki transformacji wolnorynkowej. Niestety grupa ta w miarę upływu lat stopniowo zmniejszała swój wolumen.

Część osób wraz z rozwojem gospodarki wolnorynkowej powoli odnajdywała się nowej rzeczywistości stopniowo bogacąc się i zwiększając swój statut społeczny. Ta grupa z czasem w naturalny sposób przeniosła swoje preferencje wyborcze w kierunku ugrupowania tytułującego się reprezentantem klasy średniej czyli – Platformy Obywatelskiej.

Część wyborców, mniej wykształcona czy zaradna, a także ta, która w trakcie przemian osiągnęła już wiek emerytalny, z uwagi na brak perspektyw poprawy swojej sytuacji życiowej preferencje przeniosła w kierunku ruchów populistycznych i radykalnych jak Samoobrona RP czy PPK. Pewien odsetek z tej grupy, w szczególności zamieszkały w średniej wielkości miejscowościach powiatowych, gdzie kościół katolicki i Caritas zmonopolizowały rynek pomocy charytatywnej zasiliło początkowo naturalny elektorat LPR a w późniejszym okresie rozkładu tej partii wspomogło swoimi głosami Prawo i Sprawiedliwość.

Kolejna grupa, najbardziej dotknięta przemianami, wykluczona z normalnego życia społecznego zrezygnowała całkowicie z udziału w wyborach. Ostatni czynnik, który w tej łamigłówce okazał się niemniej ważny a dotknął w największym stopniu elektorat w wieku emerytalnym – czyli śmierć – dodatkowo zwiększył ujemny bilans lewicy.

Przez lata natomiast niewielu liderów lewicy poczyniło kroki by ten trend utrzymać. Obiektywnie rzecz ujmując jedynie Włodzimierz Cimoszewicz i Józef Oleksy budując w 1997 roku koalicję wyborczą złożoną aż z 32 organizacji i ugrupowań wydawali się dostrzegać problem i podejmowali środki zaradcze. Kontynuację idei wyżej wymienionych liderów, choć z wyraźniej mniejszym zapałem starali się utrzymywać zarówno Leszek Miller jak i Krzysztof Janik, jednakże mimo deklaracji pierwszego z wymienionych:

Chcemy być silniejsi skuteczniejsi i otwarci. Chcemy rewizji programowej. To są główne przesłanki naszych działań, a w ich tle jest konieczność dostosowania się do wymogów konstytucyjnych.

na zawiązanie partii politycznej (SLD) zdecydowało się jedynie 27 ugrupowań wcześniej wchodzących w koalicję. Późniejszy sukces wyborczy był jedynie odcinaniem kuponów od ciężkiej pracy wykonanej przez liderów KKW SLD przy wsparciu rozważnej polityki Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Pierwszy Ogórek wiosny nie czyni.

Ten ostatni zresztą wraz z przemianami 1989r. wniósł do post pezetpeerowskiej lewicy jeszcze jedno ogromnie istotne wiano – młody elektorat. Dzięki swojej działalności w SZSP, PKOL czy jako Minister ds. Młodzieży a także jako redaktora naczelnego Sztandaru Młodych swoją postacią zachęcił tą część ówczesnych dwudziesto czy trzydziestoparolatków, która nie chciała być unurana w partyjną lub opozycyjną łatkę. Od 2001r. żaden lider lewicy nie zrobił najmniejszego sensownego kroku by trwale pozyskać taki elektorat.

Tym bardziej zaskakujący był ostatni krok Leszka Millera. Wystawienie bliżej nieznanej, dla sporej części społeczeństwa, Magdaleny Ogórek (celowo nie używam jej tytułu naukowego – o czym w dalszej części) wprawiło w konsternację sporą część działaczy jak i dotychczasowego elektoratu lewicy. Młoda, bez większego doświadczenia politycznego, a w dodatku kojarzona z wypowiedziami na łamach TVN w roli eksperta od historii kościoła, odebrana została jako akt desperacji władz Sojuszu raz wyraz totalnego nieporozumienia.

Sprawę dodatkowo komplikował casus Napieralskiego, buntownika, odsuniętego przez władze partii za publiczną krytykę swojego ugrupowania, przeznaczonego raczej na odstrzał ze struktur partyjnych niż na złożenie do przechowalni niepokornych. Oto nominację prezydencką z ramienia SLD otrzymuje członkini jego sztabu wyborczego. Szalone? Nie do końca. Genialne? Niekoniecznie.

Osobiście ruch ten odbierałem dwuznacznie. Z jednej strony jako przejaw słabości polskiej lewicy, w szczególności kadrowej i ideologicznej. Wszak w SLD jak i jego otoczeniu znaleźć można wiele bardziej kompetentnych kandydatur jak choćby Jerzego Wenderlicha, Wojciecha Olejniczaka czy początkowo lansowanego Ryszarda Kalisza. Dobrym ruchem w kierunku odbudowy szerokiego ruchu lewicowego byłoby także namówienie na start Włodzimierza Cimoszewicza, czy też, jeżeli z partyjnych badań wynikała konieczność kobiecej kandydatury – Jolanty Kwaśniewskiej.

Z drugiej strony nominacja pani Ogórek stanowiła, co poniekąd koresponduje z moimi diagnozami problemów lewicy, pewną, choć desperacką próbę przełamania negatywnego trendu wyborczego. Nominacja osoby szerzej nieznanej lub niekojarzonej z negatywnie odbieranym SLD pozwoli partii przegrupować siły i przystąpić do kontrofensywy. Czy zwycięskiej – to zależy od roztropności dowódców. Na chwilę obecną trudno powiedzieć.

Rozwiązanie zagadki i pewne potwierdzenie moich teorii przyniosły ostatnie dni wraz z wypowiedzią Leszka Millera:

SLD otworzył kiedyś drzwi Unii Europejskiej. Dziś otwieramy drzwi dla młodych ludzi w polityce

Jeżeli te słowa są szczere i prawdziwe to zaraz za nimi władze Sojuszu powinni w ramach wewnętrznych struktur partii powołać zespół (również złożony w większości z młodych działaczy), którego celem powinno być przedstawienie projektu zmian programowych. Te zaś powinny być poddane debacie na szczeblach lokalnych, tak by rozgoryczeni bezradnością działacze znów poczuli się potrzebni organizacji.

Swoją drogą warto pamiętać o postulatach przedstawionych 18 stycznia na konferencji w sejmie. Choć zmiażdżone krytyką, nie były one pozbawione sensu. To raczej sposób ich zwerbalizowania, połączony z recytowaniem z kartki a także wszechobecne podkreślanie przez członków SLD tytułu naukowego Pani Ogórek zrobiło z wypowiedzi papkę bzdur przekazywaną w odbiorze medialnym przez bufonowatą kandydatkę. Pomysłodawcę tegoż eventu władze partii winny z miejsca wywalić na bruk.

Do majowych wyborów zostało w prawdzie trochę czasu, lecz jeżeli władze partii serio myślą o przełamaniu w świadomości wyborców negatywnego wizerunku sojuszu, takie wpadki jak ta czy z wchodzeniem przewodniczącego w odpowiedź na pytanie skierowane do kandydatki nie mogą mieć już miejsca. Czas pozwolić pani Ogórek być sobą i mówić własnymi słowami. Inaczej wyborca wychwyci fałsz i będzie miał dwukrotną możliwość ukarania winnych. Nikt z nas przecież nie lubi bycia manipulowanym.

Walka o rząd młodych dusz.

W walce o niezdecydowanych młodych SLD, dzięki nieprzeciętnej urodzie kandydatki, zyskało spory handicap, który jak pokazuje postawa PSL, rezygnującej z poparcia urzędującego Prezydenta właśnie na rzecz walki o tę grupę wyborców może być w starciu Duda – Jarubas – Ogórek znaczącym atutem. Większym niż przygotowanie merytoryczne kandydatki, która prócz historii ukończyła także podyplomowe studium Integracji Europejskiej oraz studia na Europejskim Instytucie Administracji Publicznej w Maastricht – kolebce integracji europejskiej.

By tę walkę wygrać należy pozwolić jej mówić, podkreślając przy tym jej zalety, tak by w majowym finale młody wyborca, identyfikując się z tą osobą, zagłosował na swoją kandydatkę. Osobiście mogę stwierdzić, że pani Ogórek będzie się musiała się odpowiednio wykazać, zarówno jako polityk jak i człowiek by uzyskać mój głos.

Na lewicy odczuwam niewielkie podmuchy wiatru zmian w dobrym kierunku, jeżeli jednak są one jedynie zasłoną dymną nastawioną na przeczekanie burzy w lokalnych strukturach, a kandydatka Ogórek traktowana jest przez władzę jak ładny kwiatek do mocno zniszczonego kożucha to po jesiennych wyborach parlamentarnych Leszka Millera i Sojusz Lewicy Demokratycznej czeka już jedynie sekcja – zwłok.

Permalink do tego artykułu: http://www.lewicowy-obserwator.pl/wiwisekcja-na-sld-czy-to-juz-koniec-leszka-millera/

2 Komentarze

  1. Jarku. Czy decyzja o wystawieniu pani Ogórek była trafna okaże się tak na prawdę dopiero po ogłoszeniu wyniku wyborów parlamentarnych. Sam wynik w wyborach prezydenckich będzie jedynie sprawdzianem przyjętej, moim zdaniem słusznie, taktyki otwarcia na młodych. Zgadzam się również, że w polityce liczy się skuteczność, dlatego jednak nie mogę zgodzić się z zapędami Grzegorza Napieralskiego, który po tym jak przyłożył rękę do demontażu lewicy, na jej zgliszczach chce budować nowe ugrupowanie.

    Zauważ, że lewica swoje największe triumfy święciła jako koalicja wyborcza, dająca wspólny szyld przy zachowaniu niezależności. Być może czas wrócić do tego rozwiązania i w wyborach parlamentarnych wystawić koalicyjny komitet wyborczy “Lewica Razem” już bez szyldu SLD na pierwszym miejscu.

    SLD bronić nie zamierzam, gdyż jaka ta partia jest każdy widzi, jednakże wielu jej członków, którzy do tej pory pozostawali w cieniu bardziej medialnych kolegów, może wesprzeć koalicję ugrupowań swoim potencjałem a przede wszystkim naturalnością. Wówczas wyborcy, widząc szczery i prawdziwy wizerunek, powinni wrócić do lewicy.

    Dopóki będą czuli fałsz w wypowiedziach czy mowie ciała liderów dopóty lewica nie podniesie się z kolan. Skromną arytmetyką mówię tu o 30~40% społeczeństwa, które mając dość fałszu i obłudy zrezygnowało z udziału wyborach.

    Do budowy tak szerokiej platformy niestety potrzebne jest ugrupowanie, które zapewni ogólnokrajową logistykę przedsięwzięcia, rezygnując przy tym z przewodniej roli. Niestety ośli upór niektórych liderów sprawił, że w wyborach samorządowych nową jakość połączono ze starą i wyszło jak wyszło…

  2. Moim zdaniem decyzja o wystawieniu dr Ogórek była strzałem w dziesiątkę, jednak sposób w jaki się dokonała pozostawia wiele do życzenia. Kandydatce zrobiono krzywdę, mogła zwyciężyć w demokratycznej rywalizacji bo posucha w SLD trwa i konkurentów silnych nie miała. Cóż, ostatnią rzeczą jaką można wymagać od L. Millera jest demokratyzm i konsensualizm. Dla niego liczy się skuteczność. Czy w SLD czy w Samoobronie, u boku Business Centre Club czy OPZZ.
    Co do samej lewicy. Rację ma Grzegorz Napieralski postulując stworzenie nowej jakości na lewicy. SLD zmarło śmiercią naturalną. Niech nie ciągnie ze sobą do grobu reszty żyjących, zachowując się jak Adolf w bunkrze…

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: