X grzechów polskiej lewicy – Egoizm i Krótkowzroczność

 

W dzisiejszej odsłonie felietonu kolejne dwa grzechy polskiej lewicy. Zależność między nimi jest tak duża, że nie widziałem innej możliwości jak opisać je w parze. Wiążą się one jednak również ze strachem i niepewnością co do utrzymania obecnego stanu posiadania po jesiennych wyborach parlamentarnych.

To, że lewica w postaci koalicji SLD-UP straci jesienią sporą część mandatów jest na dzień dzisiejszy niemalże pewne. Jednak to czy w ogóle wystartuje jako koalicja wyborcza jest po wczorajszym jej zerwaniu przez obrażoną (nie mnie dyskutować czy słusznie) Unię Pracy równie mgliste.

Klęska wyborcza jak woda toczy lewicę.

Wynik KKW SLD-Lewica razem w wyborach samorządowych był kolejnym sygnałem, że polska lewica w dzisiejszym kształcie wyczerpała swój potencjał i skazywana jest przez społeczeństwo na marginalizację. Poczucie klęski i brak perspektyw na zmianę tego trendu wywołało naturalne oburzenie w środowiskach blisko związanych z lewicą. Na Facebooku, Twitterze czy ogólniej mówiąc Internecie rozlała się czara goryczy. Internauci będący członkami, sympatykami czy też osobami związanymi w jakiś sposób z lewicą na własną rękę rozpoczęli poszukiwanie przyczyn takiego stanu rzeczy. Wypunktowano lewicy opisywaną wcześniej bezideowość, wypunktowano skąpstwo, nepotyzm i wiele, wiele innych wad, które powodują, że do lewicy odsuwa się coraz to większa część elektoratu, także jej sprzyjającego. Dostało się także władzom centralnym i regionalnym partii jako bezpośrednio odpowiedzialnym za ten stan rzeczy.

Gro publicznie wylanych pomyj spadło na kark przewodniczącego SLD Leszka Millera. Taka jest niestety niewdzięczna rola przewodniczącego ugrupowania politycznego. To właśnie jemu przypisuje się odpowiedzialność osobistą za porażki ugrupowania. Jedno jest jednak znamienne – zrobiono to publicznie, często w środkach masowego przekazu, pokazując społeczeństwu jak bardzo spękana i podzielona jest obecnie lewica.

Napieralski w roli trybuna ludzi lewicy.

Masy oburzonych nie pozostały osamotnione w swojej dopominaniu się zmian. Grzegorz Napieralski, jak sam zresztą przyznaje, publicznie, w wywiadzie, wyraził zdanie 80% (co do skali zdania są podzielone) członków SLD prezentując pogląd, że nowa lewica potrzebuje: nowego programu, nowej nazwy a przede wszystkim nowych liderów. Niestety rozdrażnił przy tym lwa w postaci przewodniczącego Millera i dziś po zawieszeniu go w prawach członka oraz oddaniu jego postawy pod ocenę sądu partyjnego przyjdzie mu za te słowa zapłacić frycowe. Rozwiązanie struktur wojewódzkich zachodniopomorskiej SLD zwiastuje, że w dalszej kolejności Napieralski pożegna się z partią, w mniej lub bardziej spektakularny sposób. Mimo, iż sam osobiście uważam tę osobę za jedną z współwinnych kryzysowi na lewicy, to w perspektywie długofalowej jej brak podobnie jak Ryszarda Kalisza czy wcześniej Marka Borowskiego będzie stanowił niepowetowaną stratę. Ich brak pozostawi pustkę w coraz krótszej dla SLD ławce kadr.

Etap rozliczeń i tłumienia buntu.

Nie można się jednak dziwić postępowaniu Leszka Millera, który chcąc utrzymać w jednym kawałku to co dziś pozostało z lewicy musi stanowczo przeciwstawić się wszelakim publicznym wolto swoich podwładnych. Podobnych przykładów, mniej lub bardziej spektakularnych mamy zresztą w kraju wiele. W kujawsko-pomorskim do dnia dzisiejszego wierchuszka próbuje znaleźć sposób na pozbycie się jednego z członków za publiczne obnażenie „ojców i matki sukcesu” lewicy w regionie. Podobnie sprawy mają się w mazowieckim czy na śląsku, z tą jedną różnicą, że we wszystkich wymienionych przypadkach nie zaatakowano podstaw istnienia partii a jedynie osoby w oczywisty sposób prowadzące lokalne struktury do wyborczej klęski.

Egoizm – jak mam upaść to nie sam.

Znamienne jest we wszystkich tych przypadkach to, że osoby przedstawiane jako przyczyniające się do porażki nie mają na tyle cywilnej odwagi by stanąć naprzeciw swym adwersarzom i przyznać: „Fakt, popełniliśmy błędy, który cofnąć się nie da, teraz czas na refleksję i wyciągnięcie wniosków”. Taki akt cywilnej odwagi byłby dla członków silniejszym przekazem od tysiąca słów, a dla osób postronnych jasnym przekazem o konsolidacji wewnętrznej na lewicy. Zamiast tego obserwujemy spektakularne polowania na „czarownice”, szukanie winnych wszędzie oprócz siebie. Moją czarę goryczy w tej sprawie przelała posłanka Senyszyn, która stwierdziła w jednej z wypowiedzi, że porażce wyborczej winni są sami kandydaci. Tak egoistycznej i krótkowzrocznej postawy nie widział świat nawet w wypowiedziach kacyków z republik bananowych. Pani Poseł sprawiła swoją wypowiedzią, że wielu z kandydujących odmówi, bądź w najlepszym przypadku sto razy się zastanowi, co do możliwości kandydowania w wyborach parlamentarnych. Osobiście życzę szczęścia przy kompletowaniu list w jesiennych wyborach.

Krótkowzroczne plany na przyszłość.

Powyższe zachowania zarówno władz SLD jak ich krytyków są również przejawem rażącej krótkowzroczności. Wydaje się, że burdelu panującego dziś na lewicy nie są w stanie ogarnąć nawet najbardziej tęgie głowy. Brak jakiejkolwiek długofalowej wizji na wyjście lewicy z kryzysu sprawia, że najdalszą perspektywą są, nadchodzące wybory parlamentarne. Wybory dla lewicy w dzisiejszym kształcie ostatnie, co gorsza być może ostatnie dla lewicy w ogóle.

Permalink do tego artykułu: http://www.lewicowy-obserwator.pl/x-grzechow-polskiej-lewicy-egoizm-i-krotkowzrocznosc/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: